poniedziałek, 5 grudnia 2016

99 luftballons

Przełaje po winnych owocach lasu
By radość we flakonach móc Tobie przynieść
I siebie na czarno z miłością w kolorze
Która jest tak pierwsza, jak śnieg o tej porze
Istoty losowe na schodach zaczepki miłej szukają
A my tak otwarci, bo przecież sami przed sobą się rozbieramy
Uczuciowo, dosłownie 
I Motława połyskuje jak szyny Twego uśmiechu, który powoduje fanfary w mojej głowie
I wino smakuje tak dobrze, bo przecież jest Twoje
I ja jestem Twój
Bo podobieństwa są magnesem

wtorek, 1 marca 2016

powroty

Dwa do zera i do jednego i drugiego.
2-0-1-2.
Pamiętne majowe wieczory.
Małpie i marzycielskie miny.
Rozradowane homomordy w monitorach.
Zdrada i stracone marzenia o wielkich miłostkach.
Znikasz.
Zapominam.
Wracasz.
3 lata później.
Dlaczego nawiedzasz mnie w tym kręgu nienawiści.
Po nocach błagając o pomidorową pszenice z kurami.
Pojawiasz się.
Pamiętasz swe słowa?
Przecież przypadki nie istnieją.
Wracasz do mnie czy po mnie?
Rozwiązałem Twą zagadkę, drogi K. z portalu randkowego.
Znajdę Cię na Bażyńskiego 2.
Szykuj się!
W końcu obiecałeś mi kawę!

sobota, 25 lipca 2015



Ze wszystkich rzeczy na świeci najbardziej pragnę zamieszkać w pudełku po zapałkach .
Moje plany są sprecyzowane , to ma być konkretne pudełko , to którego miejsce jest w Twoich spodniach .
To jest marzenie , marzenie , które się spełniło ...
Codziennie rano sięgasz do kieszeni, otwierasz pudełko by się ze mną przywitać .
Uśmiecham się .
W oczach widoczne jest wszystko to , co postanowiłem przemilczeć .
Nie widzisz tego , nie dostrzegasz moich oczu , które mówią , śpiewają i krzyczą jednocześnie .
Za to ja widzę wszystko dokładnie .
Obdarowujesz mnie każdym szczegółem , dzielisz ze mną radość , smutek , ból i szczęście .
Zawsze jestem tuż obok .
To nic , że mieszczę się w Twojej dłoni , a moje uśmiechy są tak małe , że prawie niewidoczne .
To nic, że nie słyszysz mego głosu, nie czujesz zapachu ciała i dotyku.
Jestem szczęśliwy , że mogę być tak blisko .
Bliżej już nie mogę .
Mieszkać w czyjejś kieszeni, czy może być coś piękniejszego ?
Często spaceruje , całuje wszystkie fragmenty i zakamarki Twego ciała .
Nawet nie wiesz jak wiele znaczy dla mnie każdy , nawet najmniejszy milimetr Twojego ciała .
Moje delikatne , subtelne pocałunki były przepełnione miłością .
Czujesz to .
Czujesz jak delikatnie łaskoczą Cie moje małe dłonie .
Oto historia mojej kieszonkowej miłości .

piątek, 27 marca 2015

35

MIJA 35. DOBA.
(NIE)MOJA WIEŻA SAMOTNOŚCI NA DZIEWIĄTYM SZCZEBLU MIASTA.
MORZE BURZLIWIE WALI MI W SZYBY.
PSYCHIKA UPODABNIA SIĘ DO NIEGO.
ROBI TO SAMO.
WALI SIĘ.
Nie odchodź, proszę...
S z a n u j ...
NIE PODDAJĘ SIĘ.
ZNOSZĘ BÓL.
EMOCJONALNA AMEBA.
UMIERA.
KRWAWIĄC MIŁOŚCIĄ.

piątek, 24 października 2014

Powraca.

Recesywna dziwka.

Zbędna jak zawsze.

Zbędna jak ja.

Mieszkasz tu niepotrzebnie.

Zbędny z Ciebie szmelc.

Powiedziała.

Ta rodzicielka od siedmiu boleści.

Degenerat.

Nierób.

Margines społeczny.

To chyba o mnie.

Z pękniętym śródstopmiem spoczywam.

Chyba balkon to mój azyl.

Papierosy już nie duszą.

Tracą smak.

Nie powróciłaby.

Gdybyście byli.


czwartek, 23 października 2014

Be.

Efemeryczne róże obnażyły się z perłowych szat.
Półleżąc na zdechłej trawie, obserwują mnie.
Leżącego na przemokniętej ławce.
Głowa bezsilnie leży na kolanach mego lubego.
On jest bardzo ważny.
Jego enigmatyczny zapach wprawia mnie w pozytywną chandrę.
Kocham go.
Odczuwam sielskość.
Jest też ona.
Z pewnością w formie psychicznej.
Ten Anioł do którego na klęczkach będę się modlił.
Ona serce moje w dłoniach schowała.
Ona uśmiech ma najpiękniejszy.
Jestem przy niej taki najmniejszy.
Choć wzrost mój sięga dwóch metrów najpewniej.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Remember


nie przychodź, gdy jest eter wokół,
i istnieje infiltrując,
i nieloty niosą śmigłe ciała w górę.

nie przychodź,
bo pszczoły skuły się lodem na sztucznych chryzantemach cmentarnych,
bo pąsowe lice dziewczyn zawsze za szybą
zdarzeń, i welur,
jedyny jak szpon pielęgniarki na policzku
pijaka w zimnej izbie wytrzeźwień.

nie przychodź, bo swe
zegarki, agendy,
zasuszone listki,
pamiętniki, spaliłem w płomieniu lat.

zatruty luft wyziera zza każdego rogu porannego miasta,
gdy mgła jest nazbyt oczywista,
i zmrużone oczy aut pikują me ciało,
wpadają do uśpionych parków na zakrętach - jedyny
moment, gdy światło nie idzie po asfalcie.

kocham twoje nie - przyjście,
twoje zwlekanie,
aż będzie za późno, i tylko garstka piasku i róża w dół:
scenariusze do kupienia na wyprzedaży,
stosy nadgniłych książek w kontenerze.

przyjdź, jak pocztylion,
który pamięta o każdym hożym geście, jak sójka,
wracająca na parapet, z głodu, nigdy z przyjaźni.

przyjdź, przyprowadź się,
dłonie, uda, język,
w którym lula ciepła poezja szczęścia,
niech się rozwidla
jak u kobry, cudny jak flaga,
jak bandera rozdarta przez wiatr miłości,

bądź wężem i nie zdradź,
albo zdradź, multum razy, a potem przyjdź jak
przychodzą bachory do pierwszej spowiedzi,
i skrzypi pod kolanami szczapa,
jestem i zapominam w imieniu tego, co może wybaczyć,
reszta jest niepojęta,
palec boski, który tuż za ciężkimi wrotami maluje na niebie błyskawice.

przyjdź w letnią burzę,
z przyspieszonym rytmem, policzkami nabrzmiałymi lękiem,
zdobądź to meritum, które kołyszę się we mnie,
postaw na jedną kartę - życie, młodociane serce,
kilka drobnych monet, zyskaj jakość.

przejdź przeze mnie, pozostaw utopię, że było
bajkowo, a potem wyjdź,
by tęsknota zdobyła swój pierwszy punkt, i nikt
nie spisze tego, co może być kiedyś,
wszystko jest tu i teraz, pamiętaj, przyjdź.