I z każdym dniem mam pod górę.
Ciągłe okłamywanie siebie tylko po to, by udowodnić nie sobie, a przyzwyczajonym do moich życiowych wyborów ludziom, że obrałem właściwy kierunek.
Ponoć człowiek czerpie większą przyjemność z cudzego niepowodzenia, aniżeli z jedzenia mlecznej czekolady.
Nie chciałem dać powodu do zadowolenia osobom, które we mnie wątpiły, które wiedziały, a wiedziały od początku, że skierowałem się w złą stronę.
Nie oceniłem w porę sytuacji.
Nie podkreśliłem swoich talentów i nie odrzuciłem ułomności.
Teraz... teraz płacę za to cenę. Cenę kolejnych upokorzeń.
Nie, nie przed kimś. Upokarzam się przed samym sobą.
Chyba bycie nagim w samym centrum miasta byłoby mniej krępujące niż wiedza o tym, że straciłem kilka lat swojego życia na dążeniu do nieosiągalnego celu wyznaczonego nie przez logikę, a przez płytką chęć udowodnienia innym swojej wartości.
Walczę teraz bezradnie ze wszystkimi swoimi słabościami jak człowiek próbujący odegnać od siebie rój rozdrażnionych pszczół.
Bezsilny twórca rachunku sumienia.
Dążę naprzód, kierując łódź pod prąd, który nieustannie znosi mnie w przeszłość.
Gdzieś w tej przeszłości jestem ja czekający na siebie. Czekający po to by poznać o sobie prawdę, a gdy poznam prawdę, prawda mnie wyzwoli.
Pójdę drogą umysłu, nie żądzy i marzeń. Wrócę tu w końcu, aby wszystko to starannie, stopniowo wymazać.
Powiem Wam też, że ostatnio moje oczy pachną smutkiem i ociekają tęsknotą.
Są skazane na czekanie, ubrane w nadzieje i owiane delikatną nutką ironii.
Nie poddają się, idąc trochę pod prąd i targając za sobą koszyk z wyznaniami, jakoby był istotnym dowodem w rozprawie, że istniała, że była i że istnieje nadal miłość.
pamiętasz...
jakże inaczej smakowały
dania doprawione pocałunkiem
zza pleców
zanurzone w rozmowie
magią czworga rąk otoczone w panierce
budziły nieustający zachwyt
ale... to mali ludzie
lubią pociągać za sznurki
niedopowiedzenia
owijają w pergamin słów
cierniowe kolce
ciesząc się z pięknego pakunku
beztrosko sieją wiatr
wylewając krokodyle łzy
zszokowani piorunem
co policzkuje dla zasady
dla mnie dziś
jest chyba odpowiedni dzień
pobiegnę
zapominając o szarudze
i będziemy rzucać spojrzeniami
wymowniejszymi niż słowa
i będziemy tańczyć
kołysząc biodrami niebo
jakże inaczej smakowały
dania doprawione pocałunkiem
zza pleców
zanurzone w rozmowie
magią czworga rąk otoczone w panierce
budziły nieustający zachwyt
ale... to mali ludzie
lubią pociągać za sznurki
niedopowiedzenia
owijają w pergamin słów
cierniowe kolce
ciesząc się z pięknego pakunku
beztrosko sieją wiatr
wylewając krokodyle łzy
zszokowani piorunem
co policzkuje dla zasady
dla mnie dziś
jest chyba odpowiedni dzień
pobiegnę
zapominając o szarudze
i będziemy rzucać spojrzeniami
wymowniejszymi niż słowa
i będziemy tańczyć
kołysząc biodrami niebo
