Godzina 18:40 czasu zimowego.
Zimowego od dzisiejszej nocy.
Siedzę na fotelu balkonowym, który sprawia, że ta pseudo-jesienna melancholia ogarnia mnie od stóp do głów.
Herbata wydaje się smakować inaczej.
Liście odbijają księżycowe światło, które nadaje im kolor połyskującego złota lub wypolerowanej miedzi.
Ta chandra daje moim myślom swobodną drogę do wypełźnięcia.
Tak, myślę!
Choć w moim przypadku to ostatnio utopijne.
Między myślami o udawanej dorosłości, a marzeniami o rdzawym miałku, przechodzi to uczucie odpowiedzialności.
Odpowiedzialności za uczucia innych.
Domyślicie się zapewne, ze mówię o Was.
O gitarzystce, o piosenkarce i latającym owadzie.