Efemeryczne róże obnażyły się z perłowych szat.
Półleżąc na zdechłej trawie, obserwują mnie.
Leżącego na przemokniętej ławce.
Głowa bezsilnie leży na kolanach mego lubego.
On jest bardzo ważny.
Jego enigmatyczny zapach wprawia mnie w pozytywną chandrę.
Kocham go.
Odczuwam sielskość.
Jest też ona.
Z pewnością w formie psychicznej.
Ten Anioł do którego na klęczkach będę się modlił.
Ona serce moje w dłoniach schowała.
Ona uśmiech ma najpiękniejszy.
Jestem przy niej taki najmniejszy.
Choć wzrost mój sięga dwóch metrów najpewniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz