sobota, 25 stycznia 2014

Not fair

To takie nienormalne siedzieć na malutkim parapecie w środku jednej z zimowych nocy. 
Oglądam swojego infantylnego fotobloga od deski do deski już po raz piąty. 
Z każdym razem coraz pilniej, coraz dokładniej. 
Wspomnienia wypełzły wraz z każdym zdjęciem. 
Spoglądając na nie budzi się tęsknota. 
To prawda, że prawdziwa miłość nie zna odległości.
W tym momencie zabolało mnie coś pod piersią. 
To chyba serce. 
Tęsknię za tym facetem, którego zawiodłem. 
Za tym facetem, który traktował mnie jak skarb! 
Ałć! 
To boli. 
Tęsknota boli. 
Czy go kocham? 
Skądże!
Czy nadal jest najważniejszy? 
Chyba nie.
Nie zawrócę czasu, tak jak nie zawrócę kijem nurtu rzeki. 
Zapalniczki za zeta to zło konieczne! 
Ale co ja poradzę? 
Osiedlowe sklepiki tylko takie mają w swym asortymencie. 
Ale posiadają też plusy! 
West Ice w starej cenie! 
Tej z 2013! 
Smakują tak samo jak wtedy, gdy miałem zwyczaj spóźniać się z moją Cegiełką na zajęcia. 
To ona właśnie odkryła we mnie to, co posiadam teraz. 
Człowieczeństwo i prawdziwość. 
Jak powiedziała mi jedna z niejasnych mi osób 'Nie zrań jej. To dobra dziewucha.', nie zranię. 
Bo jak można zranić samego siebie? 
Samookaleczenie jest w nie moim guście. 
Chyba za szybko pale te papierosy. 
Już trzeci idzie w odpalenie. 
Podobnie odpaliłem część mego życia. 
Cofnę czas właśnie teraz! 
W tym moim małym tapczanie w krainie Orfeusza. 
Spaliłem, zasnąłem, czasu nie cofnę, lecz już nie ma po co.